Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 4 Liga
Zarówno Boca Seniors, jak i BM Development liczą się w walce o medale w tym sezonie, więc tym bardziej ich bezpośrednie starcie miało spore znaczenie już na początku rundy rewanżowej. Gospodarze przystąpili do meczu w solidnym zestawieniu, choć brakowało kilku zawodników z powodu kontuzji. Goście z kolei dokonali pewnych roszad w składzie na wiosnę, co miało poprawić ich grę i zagwarantować walkę o podium.
Początek meczu to kilka dobrych okazji z obu stron, ale znakomicie w obu zespołach prezentowali się bramkarze, a bloki defensywne nie pozwalały na stworzenie stuprocentowych sytuacji. Dużo było walki i nie można było odmówić determinacji po obu stronach. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.
Po zmianie stron nadal ciężko było stworzyć taką okazję, by wyjść na prowadzenie. Dopiero około 40. minuty, po solowej akcji, Heorhii Partnitskii wyprowadził BM Development na prowadzenie. Wydawało się, że goście, mając przewagę, będą już kontrolować wydarzenia na boisku. Momentem przełomowym dla gospodarzy była żółta kartka dla rywala. Grając w przewadze, Boca Seniors miała swoje szanse, ale ekipa w zielonych trykotach radziła sobie z naporem przeciwnika. Zaraz po wyrównaniu sił Dominik Banasiewicz odnalazł się sprytnie w polu karnym i doprowadził do remisu.
Mimo że do końca meczu oba zespoły chciały przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ostatecznie spotkanie zakończyło się podziałem punktów.
W bezpośrednim starciu na szczycie tabeli wicelider FC Bulls podjął niepokonanego w tym sezonie lidera, Hetman FC. Stawka meczu zagwarantowała kibicom ostrą i nieustępliwą walkę, a widowisko na murawie zakończyło się triumfem gospodarzy 5:3. Niestety, niedopatrzenie kadrowe w szeregach gospodarzy przekreśliło ich boiskowy wysiłek – w barwach „Byków” wystąpił zawodnik zawieszony za czerwoną kartkę, co zgodnie z regulaminem musiało skutkować weryfikacją wyniku jako walkower 0:3 na korzyść gości.
Początek spotkania przyniósł prawdziwe trzęsienie ziemi. Gospodarze niespodziewanie objęli prowadzenie już w 1. minucie, a niedługo później podwyższyli wynik. Hetman zdołał się jednak otrząsnąć po tym podwójnym uderzeniu i rzucił się do odrabiania strat. Kluczowa w tej części gry okazała się postawa rezerwowego gości, Oskara Kalickiego, który swoimi dwoma trafieniami pomógł drużynie doprowadzić do wyrównania. Po intensywnej wymianie ciosów na przerwę obie ekipy schodziły przy remisie 3:3.
W drugiej odsłonie gra nieco się uspokoiła, ale to FC Bulls zachowali więcej zimnej krwi, budując ostatecznie przewagę dwóch goli. W szeregach gości do samego końca wyróżniał się z kolei Vadym Churiukanov, zdobywca bramki i dwóch asyst, który imponował dryblingiem, wizją gry i rzetelną pracą zarówno w ataku, jak i w obronie.
Znakomita postawa i sportowe zwycięstwo FC Bulls poszły jednak na marne przez ich własny błąd w pilnowaniu zawieszeń. Hetman FC inkasuje trzy punkty przy zielonym stoliku i zachowuje perfekcyjny bilans na szczycie ligi.
Spotkanie miało duże znaczenie, szczególnie dla gości, którzy po słabej rundzie jesiennej pilnie potrzebowali punktów w walce o utrzymanie. Sportowe Zakapiory, z bezpieczną przewagą nad strefą spadkową, mogły podejść do meczu nieco spokojniej, ale od pierwszych minut było widać, że nikt nie zamierza odpuszczać.
Początek meczu był wyrównany i dość nerwowy, bo obie drużyny czuły wagę tego pojedynku. W 6. minucie na prowadzenie wyszedł Team Ivulin po trafieniu Olejnika. Zakapiory próbowały odpowiedzieć, jednak brakowało im dokładności w rozegraniu piłki od tyłu. Z kolei goście mieli swoje okazje, lecz długo nie potrafili ich wykorzystać. Do przerwy utrzymał się wynik 0:1.
Druga połowa rozpoczęła się znakomicie dla przyjezdnych. W krótkim odstępie czasu Łahviniec, Sinkievich oraz ponownie Olejnik podwyższyli prowadzenie aż do 4:0. Zakapiory nie zamierzały się jednak poddawać i szybko odpowiedziały trafieniami Groszkowskiego i Figury, zmniejszając straty do 2:4 i przywracając nadzieję na powrót do meczu. Na tym jednak ofensywa gospodarzy się zatrzymała. W kolejnych minutach coraz wyraźniej było widać przewagę Team Ivulin. Goście ponownie przejęli kontrolę nad spotkaniem, czego efektem były dwa kolejne gole Sinkievicha oraz trafienie Łahvinca.
W końcówce Zakapiory zdołały jeszcze raz pokonać bramkarza przeciwników, ale było to jedynie zmniejszenie rozmiarów porażki. Ostatecznie Team Ivulin wygrał 7:3, zdobywając niezwykle cenne punkty w kontekście walki o utrzymanie.
Spotkanie dwóch drużyn ze środka tabeli zapowiadało się niezwykle wyrównanie, bo po rundzie jesiennej dzieliły je zaledwie 2 punkty na korzyść gospodarzy. Jak się okazało, zimowe wzmocnienia Furduncio Brasil F.C. odegrały kluczową rolę w tym widowisku. Mecz znakomicie rozpoczęli właśnie Brazylijczycy. Już w 5. minucie, po świetnym podaniu Diego Caballero, wynik otworzył Urbanek. W kolejnych minutach gra się wyrównała – obie drużyny szukały swoich szans w ofensywie. W 15. minucie prowadzenie podwyższył Bruno Pessoa, który skutecznie uderzył głową.
Goście nie zamierzali się poddawać i coraz śmielej atakowali. W 22. minucie ich wysiłki przyniosły efekt – Kędzierski zdobył gola kontaktowego. Radość Bad Boys nie trwała jednak długo, bo chwilę później Pessoa ponownie wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:1.
Druga część meczu rozpoczęła się od mocnego uderzenia przegrywających. Wykorzystali oni błąd bramkarza Furduncio i szybko zdobyli bramkę na 3:2. Gospodarze odpowiedzieli w 34. minucie – wtedy Martins przywrócił dwubramkową przewagę. Goście niemal natychmiast odgryźli się trafieniem Michała Podobasa, ponownie zmniejszając stratę do jednego gola. Kluczowy moment nastąpił chwilę później, kiedy Bruno Pessoa skompletował hat-tricka, ponownie dając swojej drużynie oddech. Emocje jednak nie opadły – na 10 minut przed końcem Dryka zdobył bramkę na 5:4 i zapowiadała się nerwowa końcówka.
Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy. Na kilka minut przed końcem Diego Caballero przypieczętował zwycięstwo, ustalając wynik meczu na 6:4.
Warszawska Ferajna walczy o utrzymanie i na starcie podejmowała ekipę, która co prawda miała dwa punkty w tabeli, ale dołączyła do rywalizacji dopiero w rundzie wiosennej. Mowa o S04 FC, które pokazało się z dobrej strony w naszych turniejach i z nadziejami na punkty przystępowało do rywalizacji.
Pierwsze minuty to sporo walki na boisku, ale stopniowo to właśnie goście stwarzali sobie lepsze okazje do strzelania bramek. Gospodarze starali się atakować, jednak gubione piłki powodowały, że rywal miał dobre szanse na zdobycie goli. Gracze S04 FC, gdy już objęli prowadzenie, szybko poszli za ciosem, co skończyło się trzybramkową przewagą. Ekipa Kacpra Domańskiego potrafiła co prawda zdobyć gola kontaktowego, ale przeciwnik szybko odpowiedział i do przerwy mieliśmy wynik 1:4.
Po zmianie stron pozornie bezpieczny wynik zaczął wymykać się spod kontroli. Najpierw bramka na 2:4, a po chwili kolejna dla Warszawskiej Ferajny dała nam spore emocje w tym pojedynku. Goście jednak szybko potrafili odpowiedzieć kolejnymi trafieniami i gdy tylko gospodarze łapali kontakt, S04 FC znów odskakiwało z wynikiem.
Finalnie mecz zakończył się wynikiem 5:9 i to goście mogli czuć satysfakcję z udanej inauguracji rundy wiosennej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)