Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 4 Liga
Choć Hetman FC miał już zapewniony tytuł mistrzowski 4. Ligi, to w starciu z Boca Seniors pokazał, że nawet po osiągnięciu głównego celu sezonu nadal potrafi znaleźć odpowiednią motywację do zwyciężania. Spotkanie zakończyło się efektownym triumfem gospodarzy 9:5, jednak sam wynik nie oddaje w pełni przebiegu meczu, który przez długie fragmenty był znacznie bardziej wyrównany, niż mogłoby się wydawać.
Boca Seniors przystąpiła do tego pojedynku z problemami kadrowymi, ale mimo ograniczonej liczby zmienników starała się nawiązać walkę z mistrzem. Goście stworzyli sobie sporo dogodnych sytuacji bramkowych, jednak ich największym przeciwnikiem okazała się skuteczność. Kilkukrotnie bardzo dobre okazje zostały zmarnowane, a gdy piłka zmierzała już do siatki, na posterunku pojawiał się kapitalnie dysponowany Bartek Folc. Bramkarz Hetmana rozegrał jedno ze swoich najlepszych spotkań w sezonie. Zanotował kilka znakomitych interwencji, które w kluczowych momentach pozwoliły jego drużynie utrzymać bezpieczny dystans i nie dopuścić do powrotu rywali do gry.
Najjaśniejszą postacią Boca Seniors był z kolei Łukasz Pruszyński. Napastnik gości aż trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców i praktycznie w pojedynkę próbował utrzymać swój zespół w walce o korzystny rezultat. Jego hat-trick zasługuje na duże uznanie, jednak wobec dobrze funkcjonującej machiny Hetmana okazał się niewystarczający.
Po stronie mistrzów po raz kolejny o sile zespołu przesądziła przede wszystkim zespołowość. Hetman nie opierał swojej gry na jednym liderze, lecz na świetnie współpracującym kolektywie. Dobra organizacja, wzajemna asekuracja oraz płynność w rozegraniu sprawiały, że gospodarze regularnie znajdowali drogę do bramki przeciwnika. Gdy jeden zawodnik miał słabszy moment, odpowiedzialność natychmiast przejmowali kolejni koledzy z drużyny. Mimo ambitnej postawy Boca Seniors i wielu groźnych sytuacji, mistrzowie konsekwentnie budowali swoją przewagę. Z każdą minutą coraz lepiej wykorzystywali wolne przestrzenie i błędy przeciwników, a ich skuteczność pod bramką rywala stała na bardzo wysokim poziomie. To właśnie różnica w finalizacji akcji okazała się jednym z kluczowych czynników decydujących o końcowym wyniku.
Dla Boca Seniors porażka jest kolejnym potwierdzeniem, że końcówka sezonu nie układa się po ich myśli. Szanse na walkę o podium zostały stracone już wcześniej, a obecnie pozostaje im rywalizacja o jak najwyższą lokatę i godne zakończenie rozgrywek.
Hetman FC natomiast dopisał do swojego dorobku kolejne trzy punkty, pokazując, że mimo zdobytego już mistrzostwa nadal nie zamierza rozdawać prezentów rywalom.
Na Arenie AWF naprzeciw siebie stanęły BM Development oraz Sportowe Zakapiory. Stawka była ogromna dla obu drużyn. BM Development przystępowało do meczu z 3. miejsca w tabeli i wciąż marzyło o awansie do 3. ligi, natomiast Zakapiory walczyły o miejsce w czołowej piątce, które gwarantuje udział w Pucharze Ligi Fanów.
Od pierwszych minut było widać, że nikt nie zamierza kalkulować. BM Development rozpoczęło spotkanie bardzo dobrze i już w pierwszej połowie zbudowało sobie przewagę, jednak Sportowe Zakapiory nie pozwalały rywalom odskoczyć. Wynik otworzył Semerenko, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Niedługo później na 2:0, po błędzie bramkarza, podwyższył Shemanuiev. Zakapiory nie zamierzały odpuszczać i po dwóch golach Dąbrowskiego doprowadziły do remisu. Taki wynik utrzymał się do przerwy.
Druga odsłona obfitowała w zwroty akcji, szybkie kontrataki i efektowne akcje, a wynik zmieniał się niemal z minuty na minutę. BM Development próbowało wykorzystać swoją szansę i zrobić kolejny krok w stronę wymarzonego awansu. Zakapiory pokazały jednak charakter, nie odpuszczały żadnej piłki i konsekwentnie odpowiadały na każdy cios rywala. Tuż po przerwie na 3:2 trafił Semerenko, ale goście ambitnie ruszyli do odrabiania strat. W krótkim czasie nie tylko zdołali wyrównać, ale nawet wyszli na prowadzenie 4:3. Ten stan rzeczy nie trwał jednak długo, bo gospodarze odpowiedzieli trzema szybkimi golami i ponownie przejęli kontrolę nad spotkaniem, budując dwubramkową przewagę. Goście, walczący ambitnie do samego końca, zdołali zdobyć jeszcze jedną bramkę, ale ostatnie słowo należało do Semerenki, który strzelił swojego czwartego gola w tym meczu i ustalił wynik spotkania.
Mecz zakończył się zwycięstwem BM Development 7:5, dzięki czemu zespół utrzymał się w walce o najwyższe cele. Sportowe Zakapiory mimo porażki udowodniły jednak, że zasługują na miejsce w ligowej czołówce i do samego końca sezonu będą bić się o przepustkę do Pucharu Ligi Fanów.
W ramach 17. kolejki 4. Ligi naprzeciw siebie stanęły zespoły Bad Boys oraz FC Bulls. Stawka tego spotkania była szczególnie wysoka dla gospodarzy, którzy wciąż walczyli o utrzymanie na tym poziomie rozgrywkowym.
Lepiej mecz rozpoczęli właśnie zawodnicy Bad Boys. Na prowadzenie wyprowadził ich Krystian Stępień, który wykorzystał błąd bramkarza rywali, przejął piłkę i bez problemu skierował ją do pustej bramki. Odpowiedź FC Bulls była jednak błyskawiczna. Kilka chwil później do wyrównania doprowadził Vadym Churiukanov, a następnie goście objęli prowadzenie po niefortunnym trafieniu samobójczym Konrada Litwiniuka. Radość Bullsów nie trwała jednak długo. Gospodarze szybko wrócili do gry, najpierw doprowadzając do remisu, a chwilę później ponownie wychodząc na prowadzenie. Gdy wydawało się, że to Bad Boys zejdą na przerwę z korzystnym wynikiem, w samej końcówce pierwszej połowy do siatki trafił Konstantin Vesolovskyi, ustalając rezultat pierwszej części meczu na 3:3.
Po zmianie stron obraz gry uległ zmianie. Zdecydowanie mocniej drugą połowę rozpoczęli zawodnicy FC Bulls, którzy zadali trzy szybkie ciosy i przejęli pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Bad Boys próbowali jeszcze odrabiać straty i w pewnym momencie zdołali zmniejszyć różnicę do zaledwie jednej bramki, jednak goście byli tego dnia niezwykle skuteczni. Każda próba powrotu do meczu ze strony gospodarzy spotykała się z kolejną odpowiedzią Byków.
Ostatecznie FC Bulls zwyciężyli 11:7, dopisując do swojego dorobku komplet punktów po niezwykle ofensywnym widowisku. Dla Bad Boys porażka ma bardzo bolesne konsekwencje. Na jedną kolejkę przed końcem sezonu zespół spada do strefy spadkowej i aby zachować szanse na utrzymanie, w ostatniej serii gier będzie musiał nie tylko sięgnąć po zwycięstwo, ale również liczyć na potknięcie swoich rywali. Z kolei Byki zachowały drugie miejsce i w ostatniej kolejce postarają się je utrzymać.
Spotkanie Teamu Ivulin, który pogodził się już ze spadkiem, z solidnie prezentującą się w ostatnich tygodniach Warszawską Ferajną miało wyraźnego faworyta. Boisko bardzo szybko potwierdziło przedmeczowe przewidywania, a goście od pierwszego gwizdka pokazali, że nie zamierzają pozostawić żadnych złudzeń.
Ferajna podeszła do tego meczu niezwykle profesjonalnie. Od początku imponowała agresywnym pressingiem, doskokiem do rywala i szybkim przejściem do ataku. Widać było, że dla jednej drużyny jest to już mecz bez większej stawki, a dla drugiej ważny krok w walce o jak najwyższą pozycję na finiszu rozgrywek.
Już od pierwszych minut gospodarze mieli ogromne problemy z wyjściem spod pressingu. Warszawska Ferajna regularnie odbierała piłkę wysoko i błyskawicznie zamieniała przechwyty na sytuacje bramkowe. Największą różnicę robił duet Daniel Żurawski – Franciszek Pogłód, który praktycznie przez całe spotkanie nadawał ton ofensywnym akcjom gości. Żurawski rozegrał prawdziwy koncert skuteczności. Zdobył aż pięć bramek, a jedna z nich była szczególnej urody - potężne uderzenie w samo okienko sprawiło, że bramkarz mógł jedynie odprowadzić piłkę wzrokiem. Pogłód nie zamierzał pozostawać w cieniu kolegi. Na swoim koncie zapisał hat-tricka oraz asystę, wielokrotnie napędzając akcje swojej drużyny i tworząc przewagę w ofensywie.
Trzeba jednak podkreślić, że nie był to wyłącznie popis dwóch zawodników. Cały zespół Ferajny wykonał ogrom pracy. Defensywa grała spokojnie i odpowiedzialnie, środek pola kontrolował tempo meczu, a ofensywa bezlitośnie wykorzystywała kolejne okazje. Plan był prosty: liderzy ofensywy mieli dostarczyć liczby, a reszta drużyny zapewnić stabilność. Efekt okazał się imponujący. Przewaga gości była widoczna od pierwszej do ostatniej minuty, a końcowy wynik tylko to potwierdził.
Mimo wysokiej porażki warto spojrzeć na Team Ivulin szerzej niż przez pryzmat tego jednego meczu. To drużyna zgrana, ambitna i oparta na dobrej atmosferze. Wiele wskazuje na to, że w przyszłym sezonie może mocno namieszać w 5. Lidze. Warszawska Ferajna natomiast pozostaje w grze o 5. miejsce, a walka o jak najwyższą lokatę potrwa prawdopodobnie do ostatnich minut sezonu.
SO4 FC przystępowało do spotkania z nożem na gardle, walcząc o utrzymanie i próbując przełamać serię dwóch porażek z rzędu. Z kolei Furduncio Brasil F.C. wciąż liczyło się w walce o awans, dlatego strata punktów nie wchodziła w grę.
Od pierwszych minut było widać, że goście przyjechali po komplet punktów. Już w 7. minucie Douglas Mesquita otworzył wynik spotkania, dając Furduncio prowadzenie. Chwilę później przewagę podwyższył Mirandetti i sytuacja gospodarzy zaczęła robić się coraz trudniejsza. SO4 zdołało jednak odpowiedzieć. W 16. minucie Mikołaj Marczewski wykorzystał podanie Antoniego Staniosa i zdobył kontaktową bramkę na 1:2. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Furduncio szybko odzyskało kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Jeremi Szymański po asyście Fernando Mirandettiego podwyższył wynik na 3:1, a kilka minut później Bruno Martins dołożył kolejne trafienie, dzięki czemu goście schodzili na przerwę z komfortowym prowadzeniem 4:1.
Po zmianie stron SO4 próbowało wrócić do gry, lecz pierwszy cios ponownie zadali zawodnicy Furduncio. Luciano Santana wykorzystał podanie Szymańskiego i podwyższył wynik na 5:1. Gospodarze nie zamierzali jednak odpuszczać. Maksym Rudenko zdobył bramkę na 5:2, dając swojej drużynie impuls do walki. Nadzieje miejscowych szybko ostudził jednak Jeremi Szymański, który po raz drugi wpisał się na listę strzelców, podwyższając prowadzenie gości na 6:2. Mimo wysokiej straty SO4 walczyło do samego końca. Najpierw Łukasz Grzybowski zdobył bramkę na 6:3, a następnie Antoni Stanios ustalił wynik spotkania na 6:4. Dla zawodnika gospodarzy był to bardzo dobry występ, okraszony golem i asystą.
W drugiej połowie nie zabrakło również wydarzenia, do którego obserwatorzy meczów SO4 zdążyli się już niemal przyzwyczaić. Żółtą kartkę obejrzał Szymon Oniszczuk, który po raz kolejny znalazł się w notesie sędziego. Tym razem napomnienie nie miało jednak większego wpływu na przebieg spotkania ani na końcowy rezultat.
Ostatecznie Furduncio Brasil F.C. wygrało 6:4 i pozostało w grze o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. SO4 FC zanotowało trzecią porażkę z rzędu i nie ma już nawet matematycznych szans na utrzymanie w lidze.







)
)
)
)
)
)
)
)
)